Sprzedaż warzyw czy owoców prosto z sadu, ale bez sprzedawcy? Wszystko jest możliwe. W Skrzeszewie, w gminie Będzino sadownicy postawili stary wóz i prowadzą sprzedaż jabłek i gruszek ze swojego sadu!

fot. Sad Skrzeszewo

Stary wóz konny otrzymał drugie życie, został mu dobudowany dach i stanowi teraz samoobsługowy punkt sprzedaży owoców z sadu. Tak, dobrze czytacie, nie ma sprzedawcy, punkt jest samoobsługowy – owoce zapakowane są we worki bądź inne opakowania, a płatność odbywa gotówkowo do przygotowanej na miejscu skarbonki bądź BLIKiem na telefon.

W tym wszystkim ważnym elementem jest zaufanie, jakim sadownicy obdarzyli potencjalnych klientów. Nikt nie kontroluje tego, nie stoi obok i nie pilnuje, czy za owoce zostały zapłacone odpowiednie pieniądze. W ciągu dnia uzupełniany jest towar, a wieczorem opróżniana skarbonka. Właściciele podkreślają, że do tej pory tylko raz zdarzyła się nocna kradzież, a pozostałe zakupy robią uczciwi klienci. Pieniędzy jest czasami nawet więcej, niż faktycznie powinno być.

A skąd pomysł na taką sprzedaż? Zapytaliśmy samych sadowników:

Nadzieja potrzebą wynalazku. Cena w skupie 40 groszy, a na giełdzie grosze. Trzeba by sad zlikwidować, bo paliwo czy zatrudnienie pracownika oznaczałoby zerowy dochód. Dzięki wozowi jeszcze jest nadzieja, bo tak jak sami nazbieramy z rodziną to przynajmniej parę groszy zostanie.

W samej sprzedaży jabłek ogromne znaczenia ma tutaj też lokalizacja – wóz znajduje się na trasie nad morze, obok trasy ekspresowej S6 niedaleko Koszalina, co oznacza że w sezonie przewija się tam naprawdę sporo turystów, którzy chętnie kupują owoce. Co przekłada się na całokształt, że ta sprzedaż ma sens.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

jedenaście + 3 =