Łączy w sobie energię offroadowca, determinację rolniczki, wrażliwość miłośniczki zwierząt i pracowitość osoby, która nie boi się żadnego wyzwania. O kim mowa? Ta dziewczyna to @Landryna4x4, czyli Natalia Grzegorczyk. Natalia pochodzi z Ustki i należy do tego pokolenia młodych kobiet, które udowadniają, że współczesne rolnictwo ma wiele twarzy, a pasja potrafi zaprowadzić w zupełnie nieoczekiwane miejsca. W 2025 roku ukończyła Uniwersytet Pomorski w Słupsku, gdzie obroniła pracę magisterską poświęconą wpływowi zasobów przyrodniczych na rajdy terenowe. Na Instagramie pokazuje prawdziwe życie na wsi, bez filtrów. Jak sama siebie przedstawia jest córką szalonego rolnika. To właśnie z ojcem pracuje na co dzień, ucząc się rolnictwa od podstaw i odkrywając historię maszyn np. kultowej Vistuli. W rozmowie z Agrokulturą Natalia opowiada o swoich planach na 2026 rok, o początkach przygody z off-roadem, o tym, co zaskakuje jej obserwatorów, jak wygląda współpraca z tatą-rolnikiem i skąd wzięło się marzenie o stworzeniu własnego muzeum rolnictwa. Poruszamy także wiele innych ważnych tematów, a Natalia z ogromną szczerością odkrywa swoje największe marzenia i dzieli się z nami swoimi najważniejszymi życiowym lekcjami. Zapraszamy do przeczytania, poznajcie Natalię.

Natalio, rozmawiamy na początku 2026 roku. Czy masz już cele lub plany na najbliższe dwanaście miesięcy? Patrząc na Twoją aktywność na profilu @landryna4x4, można przypuszczać, że ten rok również będzie intensywny.

Tak, w mojej głowie ciągle tworzą się jakieś nowe wizje, plany, cele, które stopniowo staram się rozmieszczać w moim kalendarzu… Jestem osobą, która zawsze uważa, że robi za mało i może dać z siebie więcej. Dlatego w świetle wszystkich obowiązków, jakie mam, 2026 rok stoi pod znakiem założenia przeze mnie farmy kwiatowej. Od wielu lat planowałam założenie gospodarstwa — samodzielnego, gdzie tata będzie tylko kołem ratunkowym — chcę się stopniowo w tej branży usamodzielniać. Jednak nie wiedziałam, w jaką gałąź rolnictwa uderzyć. Jak to mawia mój tata: „Jeśli nie specjalizujesz się w niszowych uprawach, będziesz miał ciężko się utrzymać”. Ja takiej niszy szukałam długo — padło na kwiaty. Chyba trochę przez zamiłowanie zaszczepione przez babcię — obiecała, że pomimo że nie ma już siły, dopilnuje szalonej wnuczki.

Czy słusznie wybrałam? Ciężko mi określić. W tym roku chcę zacząć z niewielką ilością, jeśli wypali — za rok obsieję więcej.

Drugim celem, którym chętnie się podzielę, choć jest on bardziej rozrywkowy niż biznesowy, jest powrót do moich ukochanych rajdów samochodowych. Ostatni raz jako zawodnik startowałam chyba ok. 5 lat temu.

Fot. Natalia Grzegorczyk

Jako kolejny cel do zrealizowania na ten rok jest championat dla mojego psa i zrobienie mu dokumentów reproduktora. Na razie nie planujemy hodowli, ale — nie chwaląc się — od szczeniaka słyszę o jego idealnej budowie. Uważam, że szkoda zmarnować takie geny.

I ostatni z celów, o których chętnie opowiem — prawo jazdy na C+E! Nie ma takiego pojazdu, którym bałabym się jechać — tylko jeszcze nie mam uprawnień! Tak więc kierowcy ze Słupska — zaraz do Was dołączę!

Planów mam jeszcze wiele, ale nie o wszystkich chcę mówić. Część na razie nie jest pewna, a niektóre niestety już wiem, że nie ziszczą się w tym roku, pomimo że ten tak naprawdę dopiero się zaczął.

 

Wróćmy jeszcze do 2025 roku. Zostałaś wtedy absolwentką Uniwersytetu Pomorskiego w Słupsku. Na swoich social mediach pochwaliłaś się, że magisterkę napisałaś na temat off-roadu. Jak zaczęła się Twoja przygoda z jazdą terenową? I czy tę adrenalinę można porównać do tej, która towarzyszy np. zwożeniu słomy przed deszczem?

Praca magisterska, jak i licencjacka, nie mogły być na inne tematy! Licencjat pisałam z turystyki — oczywiście mój temat był o offroadowej — nieskromnie chwaląc się, była to pierwsza taka praca w Polsce. Magisterkę z geografii napisałam na temat zasobów przyrodniczych dogodnych do uprawiania off-roadu.

Off-road w moim życiu stanowi strategiczne miejsce, przewija się na wszystkie możliwe sposoby. To przez te zainteresowania na pierwszy kierunek moich studiów wybrałam MiBM na Politechnice Gdańskiej, jednak zrezygnowałam po roku.

Fot. Natalia Grzegorczyk

A od kiedy to się zaczęło? 17 września 2017 roku Landryna po raz pierwszy dostaje „zawału” na trasie rajdu przez szaloną jazdę swojego taty. Czyli zaraz stuknie mi dycha!

Sprawa była prosta. Na subtelny żart „nie dasz rady” z ust mojego młodszego braciszka postanowiłam wgramolić im się do auta przy pierwszej lepszej okazji… i tak już w nim zostałam.

Co przez te prawie 10 lat robiłam? Pilotowałam, po 18 startowałam już sama jako kierowca moją Landryną — stąd nazwa profilu. Pracowałam przy rajdach, podróżowałam, organizowałam Moto-Festyny, sędziowałam — nawet holenderskie zawody. Fotografowałam amatorsko, szkoliłam kierowców, aż uznałam, że nie było mnie tylko w jednej roli — organizatora. Tak powstał Świat Według Offroadu i pierwszy rajd „z mojej ręki” w 2021 roku.

Kochałam to straszliwie. Energia, która we mnie buzowała, była nie do opisania. Aż doszło do ataku hakerskiego na stronę i to, co udało się zbudować, umarło. Nie mogę po tym zmotywować się na nowo, liczę, że w końcu się to zmieni.

Czy tę adrenalinę da się porównać do tej przy zwożeniu słomy? W pewnym stopniu tak. Może akurat nie słomy, ale zboża. Tegoroczne zbiory były straszne, ścigaliśmy się z deszczem. Kiedy wiem, że na przyczepie mam urobek na przetrwanie roku, owoce całorocznej pracy i trzeba być cwańszym od pogody — tak, to jest adrenalina, choć zupełnie innego rodzaju.

Dzięki za tę opowieść, teraz wszyscy się dowiedzą skąd taka wyjątkowa nazwa Twojego profilu. A kiedy jesteśmy już przy Twoich social-mediach – na Instagramie pokazujesz życie na gospodarstwie. Co Twoim zdaniem najbardziej zaskakuje Twoich obserwatorów w codzienności rolniczki?

Ciężko mi na to pytanie odpowiedzieć, wydaje mi się, że obserwatorzy zrobiliby to bez trudu.

Jeśli chodzi o prace wykonywane na gospodarstwie, są one raczej pospolite jak na każdej farmie. Wydaje mi się, że to, co może zaskakiwać, to fakt, że nie boję się pobrudzić rąk. Lubię grzebać w warsztacie. Bez problemu operuję ciągnikiem i tylko raz zahaczyłam przyczepą bramę! To chyba nie taki zły wynik.

Fot. Natalia Grzegorczyk

Wiem, jak wygląda sprzęgło, łożysko, wałek rozrządu, rozróżniam marki sprzętu i samochodów — może to zaskakuje? Bo można ze mną pogadać jak z kolegą z ławki? Albo że biorę życie pół żartem, pół serio? Może zaskakuje ich to, że zamiast podniecać się widokiem torebki Diora — a tym też nie pogardzę! — twardo wyczekuję lata, żeby tata nauczył mnie jazdy K700! Czy malowanie przeze mnie Patrola w stylu CartoonCar? Albo akcje, z których słyniemy: dożynki z wystawą sprzętu, tańce na Bizonie, wielopokoleniowe żniwa, akcja do kalendarza, gdzie Bizon, Vistula i John Deere spotykają się na jednym poletku, kulig Case’m na 50 osób…

To raczej zdarzenia niecodzienne, a u nas powszechne. Jak tak teraz o tym myślę, to czy to jeszcze codzienność, czy już niecodzienność?

Każdy na pewno zachwyci się czymś innym, na pewno autentyczność i pozytywna energia, to są Twoje wabiki na obserwatorów. W social mediach często podkreślasz, jak ważna jest dla Ciebie relacja z tatą. Jak wygląda Wasza współpraca i czego nauczyłaś się od niego o rolnictwie i pracy rolnika?

To, co dziś obserwujecie w internecie, to efekt ok. 8‑letniej ciężkiej pracy, żeby było tak, jak jest. Ostatni czas prywatnie był bardzo trudny dla całej mojej rodziny… To był okropny czas, którego nie życzę nawet najgorszemu wrogowi, ale mimo wszystko wiele mu zawdzięczam.

Nauczył mnie rozmowy z drugim człowiekiem, szacunku do czyjegoś odmiennego zdania. Dziś zupełnie inaczej postrzegam słowo „rodzina”, bo moja niestety nie wygląda jak ta z obrazków. Bardzo cenię ludzi, którzy dbają o relacje z bliskimi.

Fot. Natalia Grzegorczyk

A poza empatią i radością z życia tata nauczył mnie uporu i dążenia do celu. I mało tego — on jest taki sam! Nie potrafię odpuścić. Jak coś mi nie wyjdzie, kombinuję jak koń pod górę, szukając ostatniej furtki. Czego jeszcze mnie nauczył tata? Jeździć traktorem, w sumie wszystkim, czym się da. Nauczył mnie, że jeśli czegoś chcesz, trzeba na to zapracować — taka prawda. Nauczył mnie też, żeby się nie poddawać — jak nie wyjdzie, spróbuj inaczej.

A w rolnictwie? Trudnij się w swojej niszy, nie produkuj tego, co wszyscy, eksperymentuj. Nasza współpraca to kalejdoskop. Dogadujemy się świetnie, lubimy ze sobą pracować, ale tak samo potrafimy siebie wyprowadzić z równowagi — oboje jesteśmy cholerykami.

Ale koniec końców, jak powiedział mi przed dożynkami: „Na Ciebie zawsze mogę liczyć, że zrobisz wszystko”. I to jest puenta naszej współpracy.

Po Twoim opisie na pewno wielu naszych czytelników pomyśli, że masz super tatę! A Twoje rolki to potwierdzają za każdym razem. Twój tata zgromadził imponującą kolekcję maszyn rolniczych, w tym kultową Vistulę. Czy myśleliście kiedyś o stworzeniu małej „izby pamięci” albo udostępnianiu tych maszyn szerszej publiczności?

Cicho w duchu liczyłam na to pytanie.

Nie zliczę, ile razy byłam pytana o płatny przejazd K700A czy zwiedzanie gospodarstwa. W 99% się nie godzę — nie dlatego, że nie chcemy, tylko naprawdę nie mamy czasu.

Fot. Natalia Grzegorczyk / Tato i Vistula

Ale! W mojej głowie od lat budował się pomysł muzeum rolnictwa. Te sprzęty to oczka w głowie taty, więc nawet nie śmiałam proponować, żeby ktoś obcy mógł je dotykać. Ale! Pewnego wieczoru okazało się, że mieliśmy ten sam zamysł. I tak oto w mojej głowie pomału komponuje się ten plan. Mam już swoje miejsce na Ziemi, gdzie chcę, żeby muzeum powstało. Zostałam wychowana z szacunkiem do pracy przodków. To dzięki ciężkiej pracy rodziców żyję dziś w taki, a nie inny sposób. Swoje dzieci chcę wychować tak samo.

Mieliśmy pytania o wynajem sprzętu do muzeów. Szkoda mi, żeby żmudna praca taty nad Vistulą, K700A, Bizonem, Ciapkiem i innymi sprzętami kiedyś została zniszczona. Dlatego obiecałam sobie, że kiedyś wszystkie eksponaty spoczną w naszym muzeum rolnictwa — a Wy będziecie mogli je zobaczyć na żywo. Może nawet się przejechać — wszystko jest sprawne. A ja — siwa babcia — z chęcią opowiem Wam ich historię.

To jedno z moich największych marzeń. Chcę, żeby tata choć kilka razy mógł Was oprowadzić… oj, łezka mi się kręci.

Piękne marzenie! A jakie obowiązki w gospodarstwie lubisz najbardziej? Te związane z pracą na polu, czy może te przy zwierzętach? Opowiedz, gdzie położone jest Wasze gospodarstwo, jakie macie uprawy i czy prowadzicie produkcję zwierzęcą.

Uwielbiam jeździć traktorem — choć z reguły 1. dnia żniw wysiadam z hukiem i mówię, że mam to wszystko daleko… 

Wszystkie prace polowe, które zostają mi powierzone, chętnie wykonuję.

Fot. Natalia Grzegorczyk

„Na pełny etat” pracuję w żniwa, kiedy dwie osoby to za mało. Wtedy doskakuję ja i mój tata, czasem zaprzyjaźnieni traktorzyści. Gospodarstwo znajduje się w powiecie słupskim, to dawny PGR, obecnie ok. 440 ha. Główna produkcja: trawy nasienne — od ⅓ do ½ gospodarstwa. Poza tym pszenica, bobik, rzepak, od niedawna koniczyna. Eksperymentalnie facelia i kukurydza.

Nigdy nie zajmowaliśmy się produkcją zwierzęcą — mamy tylko trochę kur na własne potrzeby. Tata jest ekspertem w produkcji roślinnej. W tym roku pszenica średnio sypała 10 t, miejscami 14 t — takie wyniki cieszą.

Czyli do morza masz żabi skok. A jak jesteśmy w temacie skoków – aktywnie szkolisz swojego owczarka niemieckiego na psa użytkowego. Co daje Ci praca z psami i jak łączysz ją z obowiązkami w gospodarstwie? Skąd pomysł na otwarcie własnego salonu groomerskiego?

Szkoleniem psów zajmuję się już prawie 12 lat. To dla mnie równie istotne jak off-road. Zaczęłam w szkółce Strong Dog. Z moim Alexem szybko złapałam bakcyla. Zrobiłam egzaminy na przewodnika i dziś jestem Przewodnikiem Psa Użytkowego w Strong Dog K9 — już z innym kompanem, bo Alex jest na emeryturze.

Teraz pracuję z 1,5‑rocznym owczarkiem staroniemieckim o imieniu Case — nie zgadniecie, kto mu je wybrał. Jego specjalizacją będzie obrona użytkowa, na razie pracujemy nad tropieniem — parówek.

Fot. Natalia Grzegorczyk

Szkolenie uczy mnie sumienności, samodyscypliny, wytrwałości, panowania nad emocjami, chłodnego myślenia, opanowania. I bezinteresownej pomocy — bo jeśli dzwoni telefon w nocy z prośbą o poszukiwania, nie odmawiamy.

W domu mamy 6 psów. A że w okolicy groomerzy mają długie terminy, zapisałam się na kurs i tak oto jestem — groomer na Wasze potrzeby!

Chyba każdy zgadnie, do czego nawiązuje imię Twojego pupila… W Twoim bio na Instagramie możemy przeczytać, że w 2023 roku zostałaś półfinalistką Miss Województwa Pomorskiego. Nagrałaś zabawną rolkę o tym, że zamiast wysokich obcasów wolisz wysokie traktory. Co dał Ci udział w konkursie i jak reagowali na to ludzie z Twojego rolniczego otoczenia? Jak patrzysz na tę przygodę z perspektywy czasu?

To było dla mnie bardzo trudne doświadczenie. Uważam, że uroda nie ma rozmiaru — to tylko geny, jakie otrzymujemy od rodziców. To, czego tam doświadczyłam, umocniło mnie w przekonaniu, jak smutny bywa świat i że zmierzamy w złą stronę.

Co mi dało uczestnictwo? Poczucie własnej wartości. Nie wiem, wg jakich norm nas oceniano ani jakie noty otrzymałam. Jeżdżę na wystawy z Casem — tam noty są wg wzorca rasy, dostaję dokument z rozpiską. A tu? Mogę tylko przypuszczać, że chodziło o rozmiar sukienki… Środowisko reagowało: „Wygrasz”. Ale nie żałuję, że stało się inaczej.

Zawsze starasz się brać z każdego doświadczenia, to co najlepsze? A jak udaje Ci się zachować równowagę, w końcu łączysz wiele ról: rolniczki, offroadowca, groomerki, do niedawna studentki i influencerki. Skąd czerpiesz energię na wszystkie te przedsięwzięcia?

Nie potrafię pociągać za jeden sznurek. Muszę mieć wiele na głowie — tak działa mój mózg.

Fot. Natalia Grzegorczyk

Poza tym, co wymieniłaś, udzielam korepetycji, szkolę Case’a, chodzę na kurs florystyczny, chcę wrócić do jazdy konnej, prowadzę szkolenia offroadowe, robię stroiki i wianki, kompletuję rośliny na farmę, planuję kurs na C+E — bójcie się!

Przed Nowym Rokiem główkowałam nad zlotem 4×4, ale to chyba za dużo. Prowadzę bloga — to też zabiera dużo czasu. Przede mną wystawa psów, potem AgroTech z TT Technology — czekam na Was na stoisku z Patrolem. Mam wizje malowania samochodów w stylu CartoonCar, ale brakuje mi płótna — mało kto odda mi auto do malowania mazakami i sprayami. Dostałam propozycję doktoratu na UJ‑cie, ale temat umarł śmiercią naturalną. 

Jak to godzę? Jak tata — jesteśmy wielozadaniowi. Skąd energia? Im więcej mam na głowie, tym bardziej mi się chce — tak mam.

Czego można Ci życzyć na nowy rok? Czy wiążesz swoją przyszłość z rolnictwem i myślisz o samodzielnym prowadzeniu gospodarstwa? A może masz obawy, że rolnictwo to trudny i niepewny kierunek?

Na część tego pytania odpowiedź już znacie więc nie będę tego powtarzała. Czego mi życzyć? Wytrwałości i siły, bo to co tak naprawdę pokazuje na profilu to tylko ta wesoła strona mojego życia – taka prawda. Staram się swoim contentem ładować Wam baterie, ale sama często jadę na rezerwie, ale mówię o tym. Nikt nie lubi smętów, a niestety rok zaczął się dla mnie bardzo ciężko, przede mną trudne decyzje i wydarzenia, które mogą przynieść skutki na lata, ale jak to mawiam – nie ma takiego problemu, którego nie dałoby się rozwiązać i tego też życzę Wam – czytelnikom – żeby wszystko co zaplanowaliście się udało, żeby to był Wasz rok! Kiedy, jak nie teraz? Ja już przeżyłam pewnie ⅓ swojego życia, nie zamierzam marnować ani jednego dnia – tego samego życzę Wam. Dacie radę – wierzę w Was!

Fot. Natalia Grzegorczyk

Wszystkie problemy w życiu są normalne – jak to mawia moja mama – to właśnie problemy nas rozwijają. Więc… czy mam obawy z przyszłością mojej małej farmy i samego rolnictwa? Mam i zawsze będę miała. Obawy były, są i będą, to element naszego życia. Zobaczcie, był Covid, zboża z Ukrainy, teraz tragiczny Mercosur – przeżyliśmy tamto, jakoś poradzimy sobie z tym. Lepiej czy gorzej, ważne żeby zawsze do przodu. Pamiętajcie, że poddać się jest łatwo – walczyć to już ogromny sukces.

To same dobre rady, Natalio! Bardzo dziękujemy za te słowa otuchy i nadziei. Ogromnie cieszymy się, że udało nam się porozmawiać. Twoja opowieść będzie na pewno dla wielu osób inspirująca, że jest taka dziewczyna, której doba ma ponad 24 godziny!

Dziękuję za możliwość udzielenia tego wywiadu, bardzo się cieszę, że takie miłe doznanie mnie spotkało. Mam nadzieję, że udało się mnie poznać trochę bliżej, a i treść nie była nudna! Liczę, że udało mi się odpowiedzieć tym wywiadem na jakieś zagwostki moich obserwatorów. Opowiedziałam od smutnych po te dobre chwile, liczę, że udało mi się być autentyczną i prawdziwą. I z tą myślą Was zostawiam – bądźcie zawsze sobą – swoją najlepszą wersją!

Natalio, wszystkiego najlepszego na 2026! Trzymamy za Ciebie kciuki. 

Fot. Natalia Grzegorczyk

Z Natalią Grzegorczyk rozmawiała Katarzyna Świtek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

dwanaście − siedem =